fbpx

Regiony Whisky Szkocja

Regiony Whisky w Szkocji: Campbeltown

22 lutego 2018

W poprzednich dwóch wpisach:

Wprowadzenie Whisky w Szkocji (cz. 1)

Wprowadzenie Whisky w Szkocji (cz. 2)

omówiłem ogólnie regiony produkujące whisky w Szkocji. Jednak nie będziemy na tym poprzestawiać. Każdy z regionów zasługuje na swój oddzielny post, w którym przybliże Wam profile działających tam destylarni oraz opowiem jak lokalny klimat i dziedzictwo wpływają na whisky tam produkowane. Na pierwszy ogień idzie Campbeltown. Zapraszam do lektury.

Przedziwny to region produkcji whisky, w którym w chwili obecnej działają tylko trzy destylarnie. Co więcej, do chwili uruchomienia Glengyle w 2004 roku, cały region szczycił się jedynie dwoma. Jedna z tych dwóch, Glen Scotia, pod koniec XX wieku częściej była zamknięta niż pracowała. Były więc okresy w historii regionu Campbeltown, gdy opierał on swe istnienie na działalności tylko jednej destylarni – Springbank. Nie żeby i w Springbank nie zdarzały się okresy zastoju spowodowane dekoniunkturą.

Mamy więc do czynienia z regionem, ograniczonym właściwie do jednego niewielkiego miasteczka, w którym działają trzy destylarnie – Springbank, Glen Scotia i Glengyle. Samo Campbeltown ma niecałe pięć tysięcy mieszkańców, więc jakąś metropolią nie jest. Jakby tego było mało, znajduje się ono niemal na samym końcu półwyspu Kintyre, o szerokości kilkunastu kilometrów, ale wcinającego się w Morze Hebrydzkie na niemal 150 km. Długie i wąskie pasmo lądu omywane przez wody mórz, zatok i cieśnin. Skąd więc tu, na tym zakamarku lądu – gdzie zdecydowanie bliżej do wybrzeża Irlandii niż do któregokolwiek z ważniejszych ośrodków miejskich w Szkocji – skąd tu destylarnie? I dlaczego ma status regionu?

Do destylarni Springbank prowadzi wąska uliczka odchodząca od głównej ulicy w Campbeltown.

Niestety, mimo usilnych starań współczesnych gorzelników z Campbeltown, na region ten patrzeć trzeba przede wszystkim z perspektywy historycznej. Trochę tak, jak w pewnym filmie doktor Emmett Brown tłumaczył Marty’emu McFly, że musi myśleć w czterech wymiarach i pamiętać, że tam, gdzie teraz nie ma mostu, za ileś tam lat most będzie. Tyle, że w drugą stronę. Bo kiedyś, lata temu, to w Campbeltown się działo. Oj, się działo…

 Jeszcze w XVIII wieku gorzelnicy z Campbeltown pełnymi garściami korzystali z dobrodziejstw izolowanej od reszty świata lokalizacji. Mówimy o czasach, gdy transport drogowy i kolejowy praktycznie nie istniał, a jedyne połączenie z cywilizacją zapewniały wody zatoki Firth of Clyde. Ciepły Prąd Zatokowy zapewniał tej części Szkocji klimat przyjazny do uprawy jęczmienia, znajdujące się nieopodal złoże węgla dostarczało taniego opału, a miejscowe władze nader łaskawym okiem patrzyły na rozwijające się tu gorzelnie. Nawet jeśli ich działalność nie do końca była legalna. Kiedy więc w 1823 roku produkcja whisky została praktycznie zalegalizowana, nic nie stało na drodze rozwoju regionu. W ciągu tylko kilku lat powstało tu – a właściwie zostało zalegalizowanych – ponad dwadzieścia destylarni. W literaturze fachowej mówi się o ponad trzydziestu destylarniach, jakie swego czasu działały w Campbeltown.

Whisky płynęła więc szerokim strumieniem – przede wszystkim statkami do Glasgow, a stamtąd dalej na podbój reszty świata, głównie Ameryki. I właściwie nie było poważniejszej konkurencji. Destylarnie Speyside dopiero zaczynały się rozwijać i ciągle czekały na rozwój odpowiednio gęstej sieci kolejowej, łączącej region z Edynburgiem i Glasgow. Produkcja whisky zbożowej i komponowanej na jej bazie whisky mieszanej (blended whisky) w Lowlands też miała okres intensywnego rozwoju dopiero przed sobą.

Typowy obrazem w Campbeltown. Z dziedzińca jednej destylarni, działającej obecnie Glen Scotia, widać pozostałości budynków starych, nieczynnych już destylarni. Ten dach, z któego wichura zwiała zwieńczenie w kształcie pagody, to destylarnia Benmore, zamknięta w 1927 r. 

Jak łatwo sobie wyobrazić, funkcjonowanie około trzydziestu destylarni w niewielkim miasteczku musiało oznaczać, że jedna gorzelnia sąsiadowała z drugą nierzadko dosłownie przez ścianę. W powietrzu unosił się zapach fermentującej brzeczki, w oczy gryzł dym z suszarni słodu, a wylewane wprost do zatoki Campbeltown Loch odpadki poprodukcyjne (tzw. pot ale) były przyczyną prawdziwej katastrofy ekologicznej. I to na długo zanim ukuto takie określenie.

Kto wie jak rozwinęłaby się dalej sytuacja – w tym ekologiczna – gdyby nie szereg wydarzeń, w rezultacie których w Campbeltown dosłownie zawalił się ten złoty interes. Najpierw nastąpił kryzys w szkockim gorzelnictwie. Spowodowany był przekrętami dwóch braci, które nakręcały swego rodzaju piramidę finansową w branży pod koniec XIX wieku. Sprzedaż gwałtownie spadła, zamknięto wiele destylarni, głównie w Speyside. Później była I wojna światowa i związane z nią obostrzenia w handlu żywnością, w tym zbożem potrzebnym do produkcji whisky. Kryzys światowy, prohibicja w USA, największym i najmniej wymagającym rynku zbytu wytwarzanej tu whisky. Wreszcie rozwój sieci kolejowej, łączącej doliny regionu Speyside z resztą świata za pośrednictwem Edynburga i Glasgow. A na dodatek, wyczerpały się zapasy lokalnie wydobywanego węgla. Do lat trzydziestych XX wieku w Campbeltown dotrwały już tylko trzy destylarnie – Springbank, Glen Scotia i Rieclachan. Ta ostatnia zamknięta została w 1934.

Alembiki w destylarni Glen Scotia.

Kiedy dziś spaceruje się po dość sennym i jakby zapomnianym miasteczku, na każdym kroku spotkać można pozostałości po tamtym złotym okresie. Wiele budynków starych destylarni popadło w ruinę i zostało wyburzonych, jednak sporo zachowało się do dziś. I choć obecnie spełniają zgoła inne funkcje, na pierwszy rzut oka widać, że niegdyś musiały stanowić część tej czy innej destylarni. A to brama wjazdowa z nazwą destylarni nieczynnej od 1927, a to charakterystyczna pagoda, a to magazyn celny. Nawet miejscowe Tesco, zbudowane w miejscu, gdzie kiedyś stała destylarnia Lochhead, zaprojektowane zostało tak, by przypominało architekturę tej zamkniętej w 1928 roku destylarni. Na czterech rogach budynku znajdują się charakterystyczne wieżyczki. Kiedy zwiedzamy Glen Scotia, w pewnym momencie przewodnik wskazuje na jedną ze ścian wewnętrznego dziedzińca i mówi: „To jest destylarnia Lochruan. Nie działa od 1925.” Glen Scotia i Lochruan dzieliła tylko ta jedna ściana.

Dziś Campbeltown Loch jest znowu czystą zatoką, w której znajduje się przystań jachtowa, poważniejsze nabrzeże portowe, cumują łodzie rybackie. W jej wodach, wśród przycumowanych jednostek nietrudno dostrzec foki. Połączenia morskie przegrały z drogą wiodącą wzdłuż półwyspu Kintyre. Nieopodal znajduje się lotnisko. Lokalizacja destylarni przestała mieć kluczowe znaczenie dla ich rozwoju, a jednak trudno wypatrywać oznak obecnego boomu w szkockim przemyśle gorzelniczym w Campbeltown. Od 2004 roku, kiedy to otwarto tu trzecią destylarnię, a właściwie reaktywowano istniejącą tu od 1872 roku i nieczynną od 1925 Glengyle, nie ma mowy o uruchomieniu kolejnej. Nowe destylarnie rosną jak grzyby po deszczu w innych miejscach w Szkocji, jednak nad Campbeltown, jak się wydaje, ciąży jakaś klątwa.

Napełnianie beczek świeżym destylatem w Glen Scotia.

Kiedy w mieście istniała tylko jedna destylarnia, Springbank, przez jakiś czas zagrożony był jego status jako regionu produkcji whisky. Wówczas załoga Springbank okresowo uruchamiała piece pod alembikami w Glen Scotia, by utrzymać przy życiu nie tylko potencjalnie konkurencyjną gorzelnię, ale i cały region jako taki. Specjalizująca się w delikatnie torfowej whisky Springbank i mocno dymnej, agresywnej Longrow, destylarnia rozpoczęła także produkcję trzeciego rodzaju whisky – trzykrotnie destylowanej, beztorfowej Hazelburn. Wreszcie uruchomiono, również za sprawą Springbank, trzecią destylarnię, Glengyle. Wykorzystując budynki nieczynnej od lat gorzelni, alembiki z zamkniętej w 1977 Ben Wyvis (północne Highlands), uzupełniając wyposażenie o kadzie fermentacyjne, wszelkiego rodzaju zbiorniki, orurowanie, itp. – niemałym wysiłkiem zapewniono regionowi przetrwanie.

Obecnie w Campbeltown prężnie i samodzielnie działa i promuje się jako wytwórnia whisky słodowej (co nie zawsze jest oczywiste) Glen Scotia. Moce produkcyjne systematycznie zwiększa Glengyle. Jak zawsze niezawodnie funkcjonuje Springbank. Ta ostatnia wytwarza trzy rodzaje whisky – Springbank, Longrow i Hazelburn. Różnią się one między sobą stopniem zatorfowienia słodu (czyli dymnością produktu końcowego) oraz sposobem destylacji. Torfowa Longrow destylowana jest dwukrotnie, beztorfowa Hazelburn trzykrotnie. W przypadku Springbank, whisky o niskim stopniu zatorfowienia, część destylatu odpędza się dwa razy, a część trzy. Po zmieszaniu, końcowy produkt destylowany jest średnio dwuipółkrotnie. 

Ze względów handlowych (kwestia własności praw do marki), wytwarzana w Glengyle whisky nazywana jest i sprzedawana jako Kilkerran. Nazwa ta pochodzi od gaelickiego Ceann Loch Cille Chiarain, czyli nazwy osady, która z czasem przekształciła się w miasteczko Campbeltown.

Sterty beczek czekających na napełnienie destylatem na dziedzińcu destylarni Springbank.

Avatar

Autor

Rajmund Matuszkiewicz

Pasjonat Szkocji i szkockiej whisky. Autor pierwszej strony internetowej w języku polskim, poświęconej szkockiej whisky słodowej. Od 2000 roku odbył dziesiątki wypraw do Szkocji, odwiedził niemal wszystkie szkockie destylarnie, niektóre wielokrotnie.