fbpx

Whisky

Jak rozszyfrować etykietę na butelce whisky cz.1

17 maja 2018

Kiedy stoimy w sklepie przed regałem z whisky, bardzo często jedynym źródłem informacji o zawartości tej czy innej butelki jest umieszczona na niej etykieta i jej zawartość. Sam często tak mam, że w chwili dokonywania wyboru tego, co ewentualnie włożyć do koszyka, zupełnie wylatuje mi z głowy cała wiedza na temat poszczególnych edycji, wersji, roczników. A często po prostu wcześniej o danej whisky nie słyszałem, więc wydawałoby się, że jestem w kropce. Z pomocą przychodzi wówczas umiejętność czytania etykiet i odsiewania informacji istotnych od tych mniej ważnych, a czasem wręcz mylących. Przyjrzyjmy się dziś więc temu, co możemy znaleźć na etykiecie whisky i czego istotnego możemy się z niej dowiedzieć. A co w najlepszym wypadku podziwiać jedynie za kunszt literacki. No i czego można dowiedzieć się z informacji, których na etykiecie nie znajdziemy.

Mimo iż etykiety na butelkach whisky wielkie nie są, wyczytać da się z nich bardzo dużo. Dlatego też temat ten potraktujemy w dwóch kolejnych wpisach – dziś i za tydzień.

Etykiety na butelkach whisky niezależnego dystrybutora Murray McDavid zawierają wszystkie informacje istotne z punktu widzenia konsumenta.

Rodzaj whisky

Najważniejsza informacja na etykiecie – czy mamy do czynienia z whisky typu single malt, blended malt, blended, czy może grain. Naturalnie, w zdecydowanej większości przypadków właśnie te słowa pojawią się na etykiecie. Tylko w bardzo niewielu przypadkach mogą pojawić się wątpliwości.

Zanim jednak wątpliwości, pamiętać trzeba, że bardzo często na etykiecie whisky które najbardziej nas interesują – single malt – pomiędzy słowami „single” i „malt” pojawić się może nazwa regionu, z której dana whisky pochodzi. Tak więc na etykiecie możemy znaleźć określenie „Single Highland Malt” (niemal zawsze wielkimi literami), „Single Islay Malt,” itp. Zdarzyć się może, naturalnie, że nazwa regionu wyskoczy przed słowa „single malt,” a więc możemy mieć np. „Highland Single Malt.” Co ciekawe, takie określenie znajduje się na etykietach oficjalnych wersji Dalwhinnie, choć – jak już gdzieś wspominaliśmy, destylarnia Dalwhinnie znajduje się w Speyside. Jak widać, nawet producenci miewają problemy z określeniem granic tego regionu.

Etykieta innego niezależnego dytrybutora, Signatory. Dowiadujemy się z niej między innymi, dokładnych dat destylacji i butelkowania. Odejmowanie też wykonano już za nas – mamy podany wiek whisky.

Cokolwiek by nie powiedzieć, jeśli na etykiecie znajduje się słowo „single,” oznacza to pochodzenie whisky z jednej i tylko jednej destylarni. Nie zawsze jednak tak było, stąd przypadki, kiedy mogą pojawić się wątpliwości.

Zanim Scotch Whisky Association ustaliło ponad wszelką wątpliwość jak mają wyglądać sformułowania określające poszczególne gatunki whisky, w sprawie tej panowała absolutna dowolność. Nikomu to nie przeszkadzało za bardzo, gdyż whisky słodowa jako taka praktycznie nie istniała na rynku, lub dopiero raczkowała, a ci, którzy byli nią ewentualnie zainteresowani, wiedzieli dokładnie co kupują i co piją. Tak więc, zdarzyć się może, że trafi nam do rąk butelka, której zawartość określana jest jako „pure malt,” nigdzie nie znajdziemy słowa „single,” a wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia właśnie z single malt. Bo na przykład na etykiecie widnieje nazwa konkretnej destylarni. W większości przypadków będzie to single malt whisky, butelkowana zanim wprowadzono odpowiednie przepisy. Tak od siebie powiem, że jeśli taka sytuacja wam się przydarzy, bierzcie rzeczoną butlę bez zadawania zbędnych pytań. Będzie to whisky butelkowana wiele lat temu, najpewniej jeszcze w ubiegłym stuleciu, a tamte whisky potrafią się różnić od obecnie butelkowanych. Znacznie. Na korzyść tych starych, określanych jako „pure malt.” Najczęściej spotykane whisky, których to zjawisko może dotyczyć to Glenfiddich i Glen Grant.

Uwaga jednak na pewną edycję Cardhu z początku XXI wieku. Zdarzyło się, że producent nie mógł poradzić sobie z zapotrzebowaniem na tę whisky, szczególnie w Hiszpanii. No i wymyślił, że zmieni określenie na etykiecie z „single malt” na „pure malt,” do butelki naleje mieszanki whisky słodowych z różnych destylarni – i wszyscy będą zadowoleni. Okazało się dość szybko, że wcale nie wszyscy byli zadowoleni, producent dość szybko wycofał się z tego pomysłu, a cała sytuacja przyczyniła się do uporządkowania systemu określeń poszczególnych gatunków przez Scotch Whisky Association.

Nazwa whisky

W przypadku tych whisky, które nas najbardziej interesują, a więc single malts, sytuacja jest najczęściej bardzo prosta – nazwa whisky to nazwa destylarni, z której ona pochodzi. Tutaj z reguły nie ma wielkiej filozofii. Zdarzają się jednak przypadki szczególne. Są to przede wszystkim niektóre edycje whisky butelkowanej przez niezależnych dystrybutorów, a także whisky trafiające do wielkich sieci handlowych, których nazw na próżno szukać na liście szkockich destylarni.

Przypadek niezależnych dystrybutorów i niektórych, bardzo nielicznych destylarni polega na tym, że kilku – dosłownie dwóch, w gruncie rzeczy – nie zgadza się na umieszczanie ich nazw na edycjach, nad którymi nie mają żadnej kontroli. Jest to przede wszystkim destylarnia Glenfarclas i firma William Grant & Sons, właściciel destylarni Glenfiddich, Balvenie, Kininvie i Ailsa Bay. Glenfarclas załatwia sprawę w ten sposób, że zwyczajnie zabrania używania swojej nazwy na niezależnych edycjach. I koniec, kropka. I nawet nie chodzi o to, że niesubordynowanym dystrybutorom groziłaby ewentualna sprawa sądowa. Bardziej bolesne byłoby dla nich wykluczenie z grona odbiorców produkowanej w Glenfarclas whisky. Tak więc, na rynku niezależnym pojawiają przeróżne nazwy whisky z Glenfarclas, wszyscy trzymają buzię na kłódkę co do pochodzenia zawartości butelek, ale domyślić się nietrudno co to takiego. Szczególnie jeśli się odpowiednio wiele różnych edycji Glenfarclas przelało przez podniebienie. Z drugiej strony, nazwy w stylu Whisky That Cannot Be Named wyglądają słodko, nieprawdaż? Murray McDavid czasami wypuszcza whisky z Glenfarclas w swojej serii Mystery Malt i nadaje im przeróżne celtycko brzmiące nazwy.

Przekuwanie ograniczeń w atut. W Murray McDavid stworzono specjalną serię Mystery Malt dla whisky, których pochodzenia z jakichś powodów musi pozostać tajemnicą.

William Grant & Sons załatwia sprawę nieco inaczej, bardziej kreatywnie. Oni po prostu nie sprzedają nikomu swoich single malt whiskies. Nie żeby nie sprzedawali whisky w ogóle. Przy ich wielkości produkcji destylarni należących do rodziny, niemożliwym byłoby sprzedanie całości pod jedną marką. Jednak specjaliści z Dufftown (tam znajdują się trzy spośród ich destylarni) dolewają odrobinę Balvenie do każdej beczki Glenfiddich i odwrotnie. To samo najpewniej dotyczy Kininvie i Ailsa Bay, choć tutaj raczej nie ma mowy o jakiejś wielkie sprzedaży, póki co. W praktyce oznacza to, że zawartość beczki w dalszym ciągu zachowuje właściwości aromatyczno-smakowe oryginalnej whisky, jednak zgodnie z przepisami nie może być sprzedawana jako single malt. Nawet po dodaniu kilku kropel whisky z innej destylarni, zawartość beczki automatycznie zmienia kategorię na blended malt whisky. Podobno – choć nie ma żadnej możliwości sprawdzenia tego – takie dolewanie wcale nie musi mieć miejsca. Wystarczy deklaracja producenta. Jest więc szansa, że taka beczka Glenfiddich w dalszym ciągu technicznie jest beczką Glenfiddich, choć formalnie to Wardhead blended malt.

Swoją drogą, czyżby zdarzało się im wypuszczać whisky mniej doskonałe i boją się przyznać, że to właśnie od nich pochodzi ta czy inna berbelucha? Zarówno Glenfarclas, jak i Glenfiddich i Balvenie. Tak tylko głośno myślę…

Wiek whisky

Dla niejednego wielbiciela szkockiej whisky słodowej jedną z ważniejszych informacji na temat smakowanego trunku jest jego wiek. Sam pamiętam, że kiedy po raz pierwszy stanąłem przed półką sklepową, na której stały butelki z serii Classic Malts of Scotland, A o samej whisky wiedziałem tyle, co nic – mój wybór padł na Lagavulin 16yo. I to właśnie tylko dlatego, że była spośród nich najstarsza. Jak się łatwo domyślić, ostatnią poznaną przeze mnie whisky z tej serii była Talisker 10yo.

Wiek robi wrażenie. Na zdjęciu etykieta 36-letniej Tomintoul. Dystrybutor bardzo chciał, żeby jej wiek od razu rzucał się w oczy.

Wiek whisky jest bodaj najłatwiejszą do odnalezienia informacją na etykiecie whisky. A im jest on wyższy, tym większych starań dokłada producent, by był on widoczny, natychmiast rzucał się w oczy. Pamiętać trzeba jednak, że podany na etykiecie wiek to okres, jak w dębowych beczkach spędził najmłodszy składnik zawartości butelki. Jak już kilkakrotnie wspominałem w poprzednich wpisach, w zdecydowanej większości przypadków konkretna edycja whisky stanowi mieszankę zawartości kilku, a czasami wręcz kilkuset beczek. I nie jest tak, że wszystkie muszą pochodzić z tego samego rocznika. Zdarza się – choć nieczęsto, oczywiście – że różnice wieku poszczególnych składników mogą być znaczne. Zasada jest prosta i niepodważalne – jeśli producent decyduje się na podanie wieku na etykiecie, będzie to wiek najmłodszego składnika. Choćby tej najmłodszej było tylko kilka kropel, a różnica wieku sięgała kilkudziesięciu lat. Klasycznym przykładem była niegdysiejsza edycja The Islay Malt 9yo, wypuszczonej przez Cadenhead’s ponad dziesięć lat temu. Nie miało znaczenia to, że głównym składnikiem mieszanki była ponad 30-letnia Ardbeg – na etykiecie umieszczono 9 lat jako wiek całości.

Zapisany na etykiecie wiek whisky pozostaje niezmienny, choćby nie wiem ile lat jakaś specjalna butelka spędziła w naszym barku. Zgodnie z przepisami dotyczącymi whisky szkockiej, a także z logiką procesów zachodzących podczas dojrzewania, okres maturacji uznaje się za zakończony w chwili, gdy whisky opuszcza dębową beczkę i trafia do butelki. Nie oznacza to, wbrew dość szeroko rozpowszechnionej opinii, że w zabutelkowanej whisky nie zachodzą już żadne procesy. Zachodzą, jednak są one bez porównania wolniejsze niż w beczce, a przede wszystkim ich charakter nie da się w żadnym wypadku porównać z tym, co dzieje się w beczce, a szczególnie na styku destylatu z drewnem dębowym.

W ostatnich latach zalała nas fala whisky, której wiek nie jest podawany do publicznej wiadomości przez producenta. Zamiast niego, poszczególne edycje opatrywane są najbardziej wymyślnymi nazwami, często mającymi nawiązanie do szkockiej tradycji, języka szkockiego lub samego procesu produkcji whisky. Przyczyna tego stanu rzeczy jest taka, że zgromadzone w magazynach destylarni zapasy whisky starych, wiekowych, topnieją jak śnieg na przednówku. W związku z tym, kolejne nowe edycje whisky muszą zawierać destylaty młodsze. Na tyle młode, jak się łatwo domyślić, by producenci nie chcieli się przyznawać do ich wieku. Nie oznacza wcale, że to będą koniecznie i nieubłagalnie whisky słabe, choć niestety trend da się zauważyć. Ale nie o tym dzisiejszy post.

Z tej etykiety rocznikowej Knockando nie dowiemy się wprost wieku whisky, jednak łatwo go sobie wyliczyć. Edycja oficjalna.

Rocznik whisky

Zdecydowanie rzadziej niż deklaracja wieku na etykiecie whisky może pojawić się rocznik jej destylacji. Główną przyczyną jest właśnie to, o czym pisałem wyżej – konkretna edycja może zostać zestawiona z whisky w różnym wieku. Jeśli jednak zdarzy się taka sytuacja, wówczas jest szansa, że na etykiecie pojawi się właśnie rok destylacji. Zwykle w takich przypadkach gdzieś obok powinien pojawić się również rok butelkowania, gdyż tylko te dwie daty razem dają nam pojęcie o czasie spędzonym przez destylat w beczkach – wystarczy wszak jedną odjąć od drugiej.

Rocznik whisky podawany jest  z zasady przez niektórych, nielicznych producentów (np. destylarnia Glenrothes), lub w przypadku nielicznych rocznikowych edycji. Stanowi on niemal standardową informację podawaną przez dystrybutorów niezależnych (Murray McDavid, Cadenhead’s, Signatory). Ze względu na specyfikę butelkowanych przez nich whisky – najczęściej pochodzą one z pojedynczych beczek lub niewielkich partii – informacja o dacie destylacji i butelkowania może być bardzo precyzyjna, co do dnia.

To nie koniec wiedzy, jaką niesie ze sobą etykieta whisky. Do pozostałych elementów wrócimy w następnym odcinku.

Na butelkach firmowanych przez Scotch Malt Whisky Society nie znajdziemy nazwy destylarni. Zamiast tego, na etykiecie podano kod cyfrowy, który wtajemniczeni potrafią rozszyforwać. Na zdjęciu butelka Port Charlotte z destylarni Bruichladdich.

Dzisiaj zabieramy się za tajniki szyfrów, a konkretniej przechodzimy przez zapiski na etykiecie butelek od whisky. Odsączymy wartościowe informacje od marketingowego żargonu i pomożemy wam dokładnie zaklasyfikować waszą whisky na podstawie informacji, które jesteście w stanie znaleźć podczas przeglądaniu półki sklepowej.

Avatar

Autor

Rajmund Matuszkiewicz

Pasjonat Szkocji i szkockiej whisky. Autor pierwszej strony internetowej w języku polskim, poświęconej szkockiej whisky słodowej. Od 2000 roku odbył dziesiątki wypraw do Szkocji, odwiedził niemal wszystkie szkockie destylarnie, niektóre wielokrotnie.